Freljord dla niektórych jest domem, dla większości jednak jego lód jest grobem. Wieczne zimno i najwyższe szczyty Valoranu zrodziły wielu nieugiętych wojowników. Pierwszym z nich był kriofeniks, Anivia.
Ona sama nie pamięta swych początków, odradza się od wielu stuleci pamiętając tylko swój cel, obrona Freljordu.
Kiedy ostatni raz odrodziła się była świadkiem przybycia do Freljordu ludzi. Nauczyli się żyć w dostępniejszych regionach lodowej krainy budując swoje zamki, do czasu...
-Lisaandra! Nie biegnij tak szybko!- krzyknęła Avarosa do swojej najmłodszej, zaledwie 10 letniej siostry.
Biegły przez skutą lodem ziemię na obrzeżach Rakelstate. Mróz ciosał ich twarze, jednak nie zaróżowiły im się nawet śniade policzki, wśród tego mrozu dorastały i był on dla nich tak oczywisty jak niebo.
-Nie ma czasu Rosa, Poro zaraz się obudzą i gdzieś ucieknął...- powiedziała przejęta Lissandra. Kiedy przebiegły lodowe pustkowie i znalazły się za granicami stolicy zwolniły kroku, by nie musiec biec między drzewami tundry.
Za paroma zakrętami dziewczynki zeszły ze ścieżki i pobiegły do dużego drzewa, u którego podstawy była jama, a w niej kilka małych Poro. Są to małe białe stworzenia, w kształcie puchatej kuli z rogami, jednak te były jeszcze zbyt małe by je mieć.
-Jakie śliczne! Wzięłaś Poro Chrupki?- zapytała Avarosa a Lissandra w odpowiedzi wyciągnęła zwiniątko z przysmakami dla Poro. Wrzuciłam im kilka kawałków a te rzuciły się na nie łapczywie wyciagając języki na wierzch z radości.
-Nie przeszkadzajmy im dłużej, chyba pora wracać.
-Popatrz! Gdzieś teraz idą, chodźmy za nimi, może tam jest ich więcej.- krzyknęła Lissandra nie odwracając się i znikając w gęstwinie. Avarosa rzuciła się za nią biegiem, matka nie raz ostrzegała ją, że w tundrze jest niebezpiecznie. Niedaleko przeniosło się plemię Ursinów, ogromnych niedźwiedzi polarnych i świetnych wojowników, jednak we wrogich stosunkach z ludźmi.
Lissandra zupełnie zniknęła z oczu Avarosie. Ta nawoływała ją i biegła wśród drzew w poszukiwaniu siostry.
-Liss! Gdzie jesteś?!
Dziewczynka była lekkoduchem, a Avarosa martwiła się o nią, że kiedyś jej łatwowierność obruci ją na złą drogę. Była zupełnie inna niż twarda i opanowana Serylda, ich trzecia siostra, starasza kilka lat od Lissandry.
-Lissandra, ty mała smarkulo, wracaj tu zaraz!- dalej wołała poirytowana Avarosa, kiedy nagle usłyszała krzyk siostry. Pędem ruszyła w tamtą stronę nie zważając na ciosające ją po twarzy gałęzie drzew.
Na polanie okrytej śniegiem zobaczyła Lissandrę krzyczącą i trzymającą twarz w dłoniach, a nad nią wielkiego, białego niedźwiedzia.
-Zostaw ją!- krzyknęła Avarosa rzucając kamieniem w stronę napastnika. Nie przemyślała tego. Niedźwiedź pędem rzucił sie w jej stronę. Dziewczyna chciała odciągnąć niedźwiedzia jak najdalej od siostry więc biegła ile sił. Niedźwiedź był szybszy...
Powalił dziewczynę na ziemię, orząc wielkimi pazurami plecy. Avarosa zawyła z bólu. Odwróciła się i szykowała się na kolejny cios. Zamiast tego poczuła chłód, przejmujący i inny niż ten który zna, ale dobry, uspokajający.
Wstała powoli i zobaczyła lodowego ptaka przeganiającego niedźwiedzia. Nigdy wcześniej nie widziała podobnej istoty...
-Kim... Czym jesteś?- zapytała niepewnie Avarosa. Ptak uniósł głowę i podszedł w jej stronę.
-Zwą mnie Anivia, jestem strażnikiem pokoju we Freljordzie. Gdyby ten Ursin Cię zabił wybuchła by wojna między ich plemieniem a Twoim, w końcu jesteś córką Króla i Królowej, Avaroso.
Dziewczyna chciała już dziękować swojej wybawicielce, jednak przypomniała sobie o...
-Lissandra!
Pobiegła czym prędzej w stronę siostry zostawiając Anivię za sobą. Gdy dobiegła na polanę zobaczyła Lissandrę całą we krwi, nieprzytomną.
Ostatkiem sił podniosła siostrę a jej oczom ukazała się zraniona twarz dziewczynki. Czoło, oczy, nos, wszystko było porozcinane przez niedźwiedzie pazury. Avarosa próbowała wziąć siostrę na ręce, jednak jej rana na plecach dała o sobie znać. Dziewczyna również straciła dużo krwii. Przed oczami zaczęła widzieć ciemne plamy, aż odpłynęła...
Anivia dotarła na polanę. Widząc nieprzytomne siostry zabrała najpierw Lissandrę, potem Acarosę do Rakelstate.
Siostry zostały oddane w ręce najlepszych medyków we Freljordzie a nawet Runeterze. Sprowadzano ich z Loni i innych zakątków Valoranu, jednak mimo wyleczenia ran i braku blizn u Lissandry i Avarosy, to jednego nie potrafili zmienić. Lissandra bezpowrotnie straciła wzrok. Jej oczy zostały przez niedźwiedzia rozszarpane. Dziewczyna cierpiała, ból przeszywający jej czaszkę przy większym podmuchu zimna był nie do zniesienia, musiała też od początku nauczyć się poruszać po zamku, czytać, pisać. Najgorszy był jednak żal do siostry, że ta powinna była ją lepiej chronić i że mimo to wyszła z tego zdarzenia bez szwanku, a ona straciła wszystko.
Opowieści zaczęłam od Północy, która ma moim zdaniem najciekawszą historię i najbardziej szczegółowo przedstawioną przez twórców.
Faktem jest większość rzeczy które przeczytaliście, o tym że Lissandra miała siostry Avarose i Serylde, że została oślepiona przez niedźwiedzia z plemienia Ursinów, jednak to że została uratowana przez Anivię i to w jakich okolicznościach została zraniona to moja inwencja.
Przy każdym rozdziale postaram się wam opisać jak powyżej co jest potwierdzone a co przeze mnie dodane. Mam nadzieję że miło się czytało. Pozdrawiam! :D